Pierwsze myśli o poszerzeniu rodziny zaczęły się w okolicach lutego – 2 miesiące po tym jak opuścił naszą rodzinę poprzedni czworonożny przyjaciel.

Pamiętam jak dziś, kiedy poszliśmy z P. na spacer do lasu, a ja zaczęłam nieśmiało przebąkiwać, że może to już czas zacząć powoli myśleć o naszym własnym psie. Marzenie o czekoladowym Labradorze nie opuszczała mnie od lat, kiedy to na paradzie Labradorów zobaczyłam brązową kuleczkę. Od tej pory czytałam o rasie, a zwłaszcza o jej wadach i predyspozycjach i czekałam (nie)cierpliwie na odpowiedni moment.

Mój mąż jako bardzo rozsądny człowiek zaproponował odstawić emocje na bok i rzeczowo zrobić listę za i przeciw – doskonale wiedział, ze gdyby okazał mi ćwierć mojego entuzjazmu, akcja rozkręciłaby się w takim tempie, że psa mielibyśmy po tygodniu. Jako młode małżeństwo mieliśmy dwie przeszkody: czekając na swoje mieszkanie mieszkamy u rodziców – a nie wiadomo było czy życzą sobie w domu szczeniaka a ponadto w planach mamy dalsze rozszerzanie rodziny – odbyłam rozmowy z osobami które godzą posiadania psa i dziecka i zaryzykowałam, że się uda 🙂

DSC_0542-001

Kolejne kwestie to:

  • hodowla czy adopcja
  • wydatki (koszt psa,weterynarz, miski, zabawki, karma,posłanie,,,,lista rozwijana dowolnie)
  • uczulenie P.
  • spacery wielokrotne przy każdej pogodzie
  • perspektywa remontu (lub innych życiowych zmian)
  • czas wolny – od początkowego urlopu na pierwsze dni po spędzanie czasu z dorosłym psem
  • kwestie urlopów/świąt

W pierwszej kolejności P. udał się do alergologa, który pomimo stwierdzenia uczulenia na sierść nie zakazał mu posiadania psa, jednak żeby kontakt z psem nie był dla P. meczący, co wieczór przed snem jest połykana tabletka.

Po udanej rozmowie z rodzicami, zdecydowaliśmy o szczeniaku z hodowli. Tu ważna kwestia bo obserwuję wciąż panujące opinie o tym, ze „papier” służy jedynie do wystaw, więc ludzie wybierają tańszego psa.  Odbierając Natę otrzymałam metrykę, którą mogę przerobić na rodowód. Owa metryka zawiera informacje o psie, a dla mnie osobiście jest gwarantem tego, ze mam szczeniaka po przebadanych rodzicach, wolnych od dysplazji. Kupując „tańszego psa” wcale nie korzystasz z promocji ani nie oszczędzasz – wspierasz jedynie pseudohodowle kupując kota w worku. Zdecydowaliśmy o szczeniaku mając w perspektywie powiększanie rodziny, chcieliśmy więc psa którego od początku będziemy oswajać z dziećmi.

Przewertowałam internet w wyborze hodowli, porozmawiałam ze znajomym weterynarzem, poczytałam ile i co taki pies je – można wtedy oszacować miesięczne koszty utrzymania psa. Część psich rzeczy (smycze,obroże) mieliśmy jeszcze po poprzednim psiaku, legowisko oddał nam znajomy, który sam nie trafił w  gust swojego psa. Kiedy już wybraliśmy sunię, przygotowaliśmy dom na jej przybycie zaczęły mnie ogarniać wątpliwości czy sobie poradzę – w końcu to psie dziecko !

Co się zmieniło?

Wracamy z pracy od razu do domu, wiedząc że czekoladowa istotka będzie kręcić salta na nasz widok, spędzamy razem czas wolny na spacerach a od niedawna na treningach (podstawy obedience).  Po roku mamy ustalony rytm dnia – P. budzi się przy porannym spacerze a ja zaliczam te dłuższe i wieczorne. Razem z psem odkryliśmy nieznane nam miejsca (psie parki), jesteśmy zmuszeni do ruchu w każdą pogodę, lepiej planujemy swój czas i myślimy sporo do przodu. Dotychczasowe święta obyły się bezproblemowo (kongi), wakacje spędziliśmy w Polsce wspólnie aktywnie wypoczywając. Czas spędzany na mieście/na zakupach/ze znajomymi przełożyliśmy elastycznie na czas spędzany z psem a widząc wieczny zaciesz trudno żałować takiej decyzji.

dsc_0041

Nata sporo nam też ułatwia – jest psem kochającym jeździć samochodem, uwielbiającym ludzi (i niestety jedzenie) a jeszcze bardziej psy. Nie boimy podejść się i zacząć rozmawiać z innym psiarzem, bo wiem, ze mamy wspólny temat o którym można rozmawiać godzinami. Labradory są chętne do nauki, a Nata wyjątkowo pięknie wypracowała pracę zadku. Wspólne treningi dają mi sporą satysfakcję, nakładają na mnie poczucie odpowiedzialności za fanaberie mojego psa i uczą dyscypliny, która u mnie samoistnie nie występuje. Oboje pracujemy po 8 godzin, pracujemy po drugiej stronie miasta i Nata zmuszona jest do czekania kilka godzin w mieszkaniu, a to co zniszczyła najmocniej to poręcz od fotela. Jest świetnym kompanem do biegania, spacerów czy jazdy na rowerze. Szybko się dostosowuje do nowych miejsc, a szczeka jedynie na starsze panie i rybaków (czyli rzadko).

Czasem patrzymy się na siebie z P. i pytamy czy było warto. Bo są dni, kiedy nie mamy czasu na długie spacery (bo remont), kiedy jesteśmy rozdrażnieni a treningi są fiaskiem, jest zimno, pada i najchętniej zakopalibyśmy się pod koc i poszli spać. Dni złe przeplatają się  z dobrymi a Nata codziennie nas czymś zadziwia, rozśmiesza swoją mimiką, pociesza, domaga się uwagi. Robiąc salta mówi nam, ze nie ma lepszej rzeczy niż żyć tu i  teraz – zostawić na chwilę problemy i po prostu wyjść na spacer ciesząc się byciem tu i teraz.

Jest naszym przyjacielem, oczkiem w głowie i członkiem rodziny. Zdecydowanie warto 🙂

dsc_0089

A na koniec dwie grafiki, z którymi bardziej zgodzić się nie mogę 🙂

20094-jak-zmieni-sie-twoje-zycie-kiedy-przygarniesz-psa

jak-zmienia-sie-zycie-kiedy-masz-psa-twoja-galeria-zdjec-5

Jak zmienia się życie, kiedy masz psa?

Przybij piątkę i daj smaczka ! :)