Tuż po ślubie, jako młode małżeństwo z przywilejem tymczasowego mieszkania u rodziców, zaczęliśmy rozglądać się za swoimi własnymi czterema kątami. Równolegle w mojej głowie dojrzewał plan poszerzenia rodziny o czworonoga. Nata zawitała do nas, gdy jeszcze mieszkaliśmy w domy z ogródkiem.

Lokum okazało się niezastąpione w okresie kwarantanny kiedy to Nata uczyła się załatwiać na dworzu – praktycznie nigdy nie użyliśmy podkładów. Ogródek służył nie tylko jako teren eksperymentów (czy kwiatek wyrwany zębami z ziemi będzie w stanie zakwitnąć będąc rzuconym 2 metry dalej), ale jako prywatny basen (dziecięcy basen z Auchan) czy miejsce relaksu w cieniu po letnich spacerach.

Myśląc o przyszłym mieszkaniu w bloku obawiałam się dwóch rzeczy: strachu przed windą (zasłyszane historie) i szokiem Naty przed zostaniem samej w nieznanych czterech kątach. Wyszukałam więc windę przy wiadukcie niedaleko rodziców i zabierałam na „przejażdżki” od małego.  Co do drugiej obawy – w ciągu roku nadarzyło się wiele okazji spania poza domem, i za każdym razem Nata nam dzielnie towarzyszyła (urlop w dwóch różnych miejscach, pobyt u teściów, nocowanie u znajomych, pobyt na działce).

Z początkiem grudnia, nadszedł TEN czas. Jak nam się mieszka razem w bloku?

Nie mam dowodów, ale jestem pewna, że Nata przesypia czas naszej nieobecności (świadczą o tym poduszki na podłodze). Nie musimy już jeździć w odległe zakątki na socjalizację, bo mamy wszystko pod nosem – wszyscy więc odczuwamy dłuższe spacery. Codziennie spotykamy psy i innych ludzi (mieszkając u rodziców widywaliśmy ich ale za ogrodzeniem), przez co czekolada odrobinę mniej zachowuje się jak nieokiełznany dzikus. Jej zachowanie, wymusza na nas stałe powtórki szkolenia, a brak dodatkowych par rąk rodziców rekompensujemy zabawą. Jestem zdumiona pisząc te słowa, ale nie odnotowaliśmy żadnych psich zniszczeń (oprócz rozwalenia suwaka w poduszce) – to pokazuje jak bardzo pies jest zmęczony naszą uwagą 🙂

Ach, no i najważniejsze!

Doczekała się pozwolenia wskakiwania na kanapę.

IMG_20161112_212033432

Sumując, ogródek nie jest żadnym pewnikiem psiego szczęścia. Owszem, przydał się i miło się poopalać w lato, ale mieszkanie w bloku wymusza na nas większy ruch, dłuższe spacery a w efekcie bardziej wybieganego psa.

W naszym przypadku, jest happy end i zero stresu, dlatego rozważając zakup psa, przemyślcie jak będzie wyglądać wasza przyszłość i zaplanujcie działania tak, żeby życie jak najmniej was potem zaskoczyło. Powodzenia !

Pies i przeprowadzka (z domu do mieszkania)

Przybij piątkę i daj smaczka ! :)