W ostatnim czasie trochę się u nas pozmieniało. I o tym ten wpis.

Obiecujemy sobie być, na dobre i na złe. Wypowiadając te słowa, najczęściej zaklinamy rzeczywistość, żeby to „na złe” nigdy się nie wydarzyło. Czasami jednak to coś złe pada akurat na Ciebie, a życie mówi „sprawdzam”.

W grudniu przeprowadziliśmy się do wymarzonego mieszkania. Żeby go urządzić spędziliśmy setki godzin w sklepach budowlanych, wymieniliśmy dziesiątki maili dotyczących naszej wizualizacji i traciliśmy nerwy przy ekipie remontowej. Na czas wprowadzania się i aklimatyzacji zaniechaliśmy Obi treningów. Wykorzystaliśmy ten czas na długie spacery po okolicy i na odpowiednią opiekę po zabiegu sterylizacji. Nadszedł styczeń i pierwszy wyjazd narciarski – ten czas Nata spędziła tydzień u rodziców. Powoli „dojrzewałam” do powrotu na treningi Obedience, przeglądałam terminy zawodów i zastanawiałam się, czy starczy mi odwagi, żeby przebrnąć klasę 0. Okazało się, że treningi dla mojego poziomu wracają w lutym, akurat dzień po powrocie z kolejnych nart. Innymi słowy Ahoj przygodo!
IMG_20170304_161710
BAH

Pierwszy dzień. Snow park. Ostatni zjazd.

Dwa naderwane więzadła, a właściwie jedno naderwane a drugie wykazujące cechy uszkodzenia.

Z początku szok. Sądziłam, że może ominę pierwszy trening, ale na kolejny już przybędę. Dopiero długie zwolnienie od lekarza mnie otrzeźwiło. W chwili gdy to piszę zaraz stuknie mi 10 tydzień od chwili, gdy zamiast nazywać kolano lewym i prawym, zaczęłam nazywać dobrym i złym.

P. przejął wszystkie spacery, ja rozpoczęłam wycieczki po lekarzach. I wtedy kolejne bah – P. doznał kolanowej kontuzji. Ponieważ możliwość spacerów zmalała do zera, Nata pojechała na kilka dni do rodziców. Kiedy sytuacja z kolanem nieco się polepszyła i odebraliśmy psa, nie trzeba było długo czekać na kolejny zdrowotny problem. Nata uwielbia odwiedziny, ale sądzę, że nawet ona miała problem z odnalezieniem się w sytuacji.

Mimo, że rozważaliśmy różne scenariusze, przed przybyciem Naty, przez głowę mi nie przeszła opcja, w której obydwoje nie bylibyśmy w stanie wyjść na spacer. Ta sytuacja nie tylko uczy mnie pokory i cierpliwości, ale zaczęłam też inaczej postrzegać tych, których sytuacja zmusza do oddania swojego czworonoga. Nie przewidzimy w życiu wszystkiego – nagłego wypadku, ciężkiej choroby, opieki nad kimś, kto bez nas nie da sobie rady, zmiany sytuacji materialnej. Bywały dni, kiedy Nata spędzała całe dnie sama w domu z 3 krótkimi spacerami i było mi z tym strasznie źle. Łatwo nam mówić „ja bym nigdy tak nie zrobiła” „trzeba było pomyśleć wcześniej”, bo nigdy takiej sytuacji nie doznaliśmy. Nie rzucajmy w ludzi kamieniami i nie osądzajmy nie znając przyczyn takiej, a nie innej decyzji. My na szczęście mamy w zanadrzu pomoc z wielu stron. Obym tego nie żałowała – ale jeżeli ktoś będzie w równie ciężkiej sytuacji – dajcie znać, postaram się pomóc 😉

Na dobre i na złe – oby jak najdłużej!

IMG_20170322_173937_HDR

Na dobre i na złe
Tagi:                        

Przybij piątkę i daj smaczka ! :)